Każdy może zagrać o koronę. Ale czy się odważy?
Nie jesteś zalogowany na forum.
Offline
Obudziłam się i spróbowałam się przyzwyczaić do braku światła. Jaskinia, wilgoć, niewygodne krzesło... Siedziałam na krześle, przywiązana w niewygodnej pozycji. Wszystko mnie bolało... Głównie brzuch.
Kobieta, która mnie porwała siedziała ze splecionymi nogami przede mną.
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
- Witam - uśmiechnęłam się krzywo. - Więc ciąża? Ojciec się ucieszył...? A może wpadka zbyt pięknej chwili? - uniosłam brwi.
Offline
Odwróciłam wzrok, milcząc. Nic nie powiem. Nie pozwolę jej skrzywdzić mojego dziecka.
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
Pociągnęłam nosem.
- Mam lepsze pytanie. Kim jest ojciec? Przecież to nie może być inny jednorożec... - zamyśliłam się. - Gwałt? A może... - otworzyłam oczy szerzej. - Smok! Tylko smok może mieć taką siłę, a w połączeniu z tobą... Nie sądziłam, że smoki są aż tak bezduszne, że mogą wyruchać biednego, małego jednorożca i jeszcze zapłodnić...
Offline
- Nie zostałam zgwałcona...! - wydusiłam z siebie, choć wiedziałam, że to było głupie. Cholera... Muszę wrócić...
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
- Nie...? Czyli zakazana miłość? Na bogów, jakie to żałosne - wywróciłam oczami, podnosząc się z ziemi. - Nie boję się smoka. Gdy wyssę z ciebie i tej hybrydy całą energię życiową, nic mi nie stanie na przeszkodzie...
Offline
- To nie jest żałosne - syknęłam. - Jestem królewskim medykiem, jeśli tylko mnie zranisz, będziesz miała na głowie gwardię, żołnierzy...
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
Złapałam ją za brodę i uniosłam do góry. Widziałam jej ból.
- Słuchaj słodziutka, smok cię zapłodnił, wbrew zasadom, umówmy się, że nawet jeśli cię znajdą... cóż. Ty też nie będziesz w najlepszym położeniu - Puściłam ją, a główka słodziutkiego jednorożca, opadła na jej ramiona, jak szmaciana.
- Zresztą, porwanie cię, nie było specjalnie trudne. Skoro to taka miłość, to gdzie ten twój smok...? - prychnęłam i wyszłam z jaskini.
Offline
Zacisnęłam zęby.
To nie prawda. Fortis mnie odnajdzie... Na pewno... On mnie przecież kocha...
Musiałam zamknąć oczy. Migreny. Bóle. Pomocy...
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
Minął tydzień, a moc dzieciaka, tego jednorożca wzrastała. Pięknie. Jeszcze tydzień i z zarodka zacznie zmieniać się w płód, a wtedy nastąpi prawdziwe przesilenie. Jeśli uda mi się wyczuć odpowiedni moment na wbicie kolca... Cała energia życiowa, z dwóch nieograniczonych źródeł magii, będzie moja.
- Nic nie jesz - zauważyłam widząc miskę obok nóg krzesła. Zrzuciła ją. Skrzywiłam się, gdy zobaczyłam wymiociny w misce.
- Poranne mdłości...? - zapytałam przesłodzonym tonem. - Wybacz, że nie potrzymałam ci włosów, słodziutka - prychnęłam.
Offline
Uniosłam na wiedźmę zmęczone oczy. Nic nie mogłam jeść. Nie to. Od tygodni nie mogłam zrzucić awataru, a teraz to skrępowanie... I energia.
Codziennie zużywam niewielką cząstkę swojej magii, ale teraz, gdy wiążą mnie te łańcuchy, czuję jakbym była bombom, która zaraz może eksplodować. Za dużo mam tego w sobie. Muszę użyć magii... Za wszelką cenę...
- Czemu... Taka jesteś...? - wydusiłam z siebie.
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
- Taka, czyli Jaka? - prychnęłam. - Wydaje ci się, że jestem zimna, bezduszna, obrzydliwie zła...? Nie, nie nie... Jestem głodna - syknęłam. - Wygłodniała mocy, której ty masz za wiele. Jestem potworem, nie panuje nad żądzą... - zmrużyłam oczy.
Offline
No oczywiście...
- Jesteś Lektobliksem - zrozumiałam w końcu, słabym głosem. - Wyczułaś mnie... I chcesz... Pożreć... - Zalała mnie fala przerażenia. Moje dziecko.
- Nie możesz... Zabijesz i mnie moje dziecko...
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
Wywróciłam oczami.
- Spójrz prawdzie w oczy głupia. Ta hybryda jest wybrykiem natury, a smok potrzebował po prostu zamoczyć. Siedzisz tu od tygodni, a nie wyczułam gwardii nawet w naszym pobliżu - prychnęłam. - Porwana, wielkie mi co - wywróciłam oczami.
Offline
Łzy stanęły mi w oczach. A jeśli ma rację... Nie!
- Nie wiesz, co nasz łączy... Kocham moje dziecko, oraz jego ojca...! - krzyknęłam resztą sił. - Kto cię tak skrzywdził, że nie możesz w to uwierzyć...?
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
Przełknęłam ślinę i patrzyłam na pełną wiary kobietę. Brudną, przywiązaną do krzesła, w ciężkiej ciąży, a nadal zakochaną w tamtym smoku.
- Miłość boli. Miłość nie istnieje. To chwilowe napięcie, zapłodnienie, wychowanie potomstwa. Ostatecznie, samiec chce tylko jednego i nie jest to miłość. Złamie ci serce - syknęłam odwracając wzrok.
Offline
Patrzyłam na nią coraz bardziej rozumiejąc wszystkie czyny tego bliksa.
- Nazywam się Amethis, żyję od tysięcy lat. Bycie w ciąży z dzieckiem... mojego smoka... Jest najwspanialszą rzeczą na świecie. Ktoś cię skrzywdził, ale możesz jeszcze uwierzyć w miłość...
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
Uderzyłam ją wierzchem dłoni w twarz, a po jaskini poniosło się echo.
- Nie mam zamiaru w nią wierzyć. Chcę cię tylko w końcu zjeść - syknęłam i wyszłam na zewnątrz jaskini. Cholera...
Offline
Skrzywiłam się i cicho jęknęłam z bólem. Ale osiągnęłam swój cel. Niewielka stróżka mocy, uwolniła się, lecząc rany i siniaka pod okiem. Odetchnęłam, uwalniając ten nadmiar mocy.
Panie... bożku lasów... Niech to się skończy... Fortis, gdzie jesteś...?
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
/Wbił, zabił Zathurę, zabrał Amethis i wybił/
Draco Dormiens Nunquam Titillandus
Offline
Dziesięć dni. To za wiele. Nie mam już gdzie magazynować energię, której tylko przybywa. Jeśli nie pozbędę się nadmiaru... najpewniej zginę. Nie mogę, muszę żyć, dla dziecka, dla Fortisa, dla moich przyjaciół... muszę się wyrwać jak najszybciej. Nie mogę już czekać. Widocznie kryjówka bliksa jest tak obłożona iluzjami, że nie sposób się przebić. Ale ja, z tą nadwyżką mocy, mogła bym stworzyć nowy kontynent.
Pozostaje... tylko uwolnić się z kajdan. Nie wiem z czego są, może to jakieś zaklęcie, ale ja nie mogę ich zdjąć... a skoro nie ma tu nikogo innego, zdjąć je może pewnie tylko wiedźma.
Poderwałam się na odgłos grzmotu. Burza trwała chyba od wieków, a jaskinia powoli zaczynała przeciekać. Było wilgotno, brudno... niebezpiecznie. Gdy nagle usłyszałam wycie. Nie byle jakie wycie. Wycie, mrożące krew w żyłach, na dźwięk którego oddech przyśpiesza, a włosy jeżą się na karku. Ale zamiast przerazić się - poczułam niewyobrażalną ulgę.
To Aconit. Znalazł mnie, mój Gromowy Ogar.
Czarna smuga wbiegła do jaskini i nie musiała mnie szukać długo. Aconit zerwał zębami łańcuchy, a magia, wystrzeliła ze mnie jak małe fajerwerki, oczyszczając mnie, całą jaskinie, usuwając z niej wilgoć... Zrospaczona naprawiałam nawet przedmioty bliksa, byle zmarnować nadwyżkę energii. Gdy w końcu mi się udało, upadłam na kolana, by przytulić Ogara.
- Aconit... zabierz mnie do domu... błagam... - wyszeptałam cicho, a psisko chyba zrozumiało.
Wycofał się z moich objęć i zastrzygł uszami.
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
Stanęłam w wejściu do jaskini, oniemiała, patrząc na Ogara.
- J-jak...?!
Offline
- Dawno temy, mój smok, poprosił nawet tego pomiota burz, by mnie chronił... - uśmiechnęłam sie słabo, stając na równych nogach.
- Może miłość rani. Może nie istanieje. Ale on, jak nikt inny, opiekuje się mną, od wieków. Nawet, jeśli go tutaj nie ma... - Minęłam Zathurę w wejściu i z uśmiechem poczułam chłodne krople deszczu, na mojej rozgrzanej twarzy.
Nie bój się tego, co nowe - chociaż ci miły spokój.
***
Offline
Ogar rzucił się na mnie. Upadłam plecami w jakąś kałużę, a pomiot burzy chciał mnie już zagryźdź, ale...
Offline